W poszukiwaniu słońca... - SUN BALANCE

Słońce, kojarzy mi się z przyjemnymi akcentami, wyobraźnia od razu ukazuje mi obraz ciepłych, przepełnionych beztroską radością dni.
Jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, aczkolwiek ekspozycja skóry na słońce ma swoje zalety jak i wady.
Ma wpływ na starzenie się skóry i jej marszczenie poprzez uszkadzanie struktury skóry, przyczynia się do powstawania przebarwień, a nawet raka skóry. Lista wad jest długa, zalet również...
Opalona skóra wygląda zdrowo i promiennie, jest optycznie szczuplejsza i jędrna.
Niestety, w tym roku wiosna stała się dość wstydliwa: brak słońca, deszcz, zimno, wietrzenie - tegoroczny maj przypomina bardziej listopad.
Ale w końcu ciepełko musi "wystrzelić" w końcu za parę tygodni przyjdzie czas na najcieplejszą z pór roku.
Dziś chciałam Was zaprosić na wpis poświęcony ochronie przed słońcem, skórze trzeba zapewnić odpowiednią ochronę. I to nie tylko latem !!
Przedstawiam Wam dwufunkcyjny krem do twarzy oraz wodoodporne mleczko do opalania  'Sun Balance marki Farmona
Wielofunkcyjność - to słowo klucz w mojej pielęgnacji.
Lubię kosmetyki, które wykazują właściwości pielęgnacyjne na wielu płaszczyznach, ale nie miałam jeszcze  produktu, którego opakowanie skrywa dwa różne kosmetyki.
Taki wynalazek stworzyła marka Farmona :)
Ochronny krem do twarzy z serii Sun Balance zawiera dwa kremy o zróżnicowanym stopniu ochrony przeciwłonecznej SPF15 i SPF50.
Moje zdanie ? W skrócie: tak i nie ! :)
Krem z filtrem SPF15 bardzo polubiłam. 
Nawet nie spodziewałam się po nim, że tak dobrze potraktuje moją skórę.
Nawilża, odżywia i chroni ją przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych.
Ku mojej radości krem Farmony sprawia, że staje się gładka, sprężysta i aksamitna w dotyku.
Kosmetyk eliminuje dyskomfort ściągniętej skóry i koi miejsca przesuszone.
Sprawia, że cera wygląda na świeżą, zdrową i wypielęgnowaną.
Nie powoduje przetłuszczania się skóry, czy świecenia w ciągu dnia.  
Nie pozostawia na twarzy tłustej i lepkiej warstewki. 
Doskonale wygładza i uelastycznia skórę oraz pozytywnie wpływa na jej wygląd - nabiera młodego wyrazu, wygląda promiennie i jest pełna witalności.
Jest lekki, praktycznie nie wyczuwalny na skórze.
I co ważne, zapewnia skórze ochronę przeciwsłoneczną. 
Co to jest właściwie SPF?
To wartość liczbowa filtra (UVA i UVB), która określa zdolność ochrony przeciwsłonecznej danego kremu. Wartość ta mówi nam, jak długo można przebywać na słońcu bez oparzenia skóry. Bez filtra oparzenie ciała następuje po upływie ok. 15 minut. SPF to wielokrotność tego czasu.
Krem na którego etykiecie widnieje SPF15, ochrania naszą skórę przed słońcem tylko i aż przez niecałe trzy godziny.
Im większy filtr tym dłuższa ochrona.
Z moich wyliczeń wynika, że krem znajdujący się w tym samym opakowaniu z filtrem SPF15 chroni ją przez 12 godzin i 30 minut.
Aż chciałoby się krzyknąć WOW.
Niestety, nie przepadam za kremami z tak wysokim filtrem. Dlaczego ?
Zazwyczaj bielą skórę, a ja nie toleruje tego 'efektu'
Początki bywają trudne i tak też było w tym przypadku...
Krem trochę bieli moją twarz !
Ale nie ma tępej formuły, jak t w zwyczaju mają kremy z wysokim filtrem dzięki czemu nie sprawia problemów podczas aplikacji.
Jednak nie jest idealny, po zastosowaniu trzeba dokładnie przyjrzeć się twarzy czy krem nie pozostawił białej smugi...
Kosmetyk bardzo mnie rozczarował więc postanowiłam "za karę" przestać go używać.
Mój foch trwał chwilę, jednak na potrzebę tego wpisu postanowiłam wyciągnąć do niego rękę 'na zgodę' chcąc lepiej go poznać.
Ma fajną, nie za gęstą i nie za rzadką formułę, jest bardziej treściwy od kremu SPF15.
Dużo lepiej rozsmarowuje mi się go gdy aplikuje kosmetyk na twarz wielokrotnie w mniejszej ilości.
Szybko się wchłania. Nie roluje się.
Chwilę po nałożeniu krem delikatnie matuje skórę, ale po upływie kilku godzin twarz zaczyna się błyszczeć, ale bibułki matujące świetnie radzą sobie tym problemem. 
Nie powoduje powstawania zaskórników i nie zapycha porów.
Składniki aktywne:
olej buriti
woda termalna
aktywator witaminy D*
Kolejnym produktem z serii Sun Balance, który miałam okazje poznać jest mleczko do opalania.
Kosmetyk dozuje się za pomocą atomizera, który jednorazowo dozuje niewielką ilość produktu.
Muszę przyznać, że to bardzo wygodne i szybkie rozwiązanie, z jego pomocą aplikacja jest bardzo komfortowa.
Produkt bardzo dobrze rozprowadza się na skórze i bardzo szybko wchłania.
Ma lekką, wodnistą formułę, mleczko po rozprowadzeniu jest całkowicie nie wyczuwalne na skórze.
To kosmetyk ochraniający skórę przed słońcem, ale nie robi tego zdumiewająco dobrze, filtr SPF10 zapewnia mniej więcej dwu godzinną pomoc.
Nie bieli skóry, fajnie ją nawilża i sprawia, że staje się miła w dotyku, właściwości pielęgnacyjne zawdzięcza składnikom aktywnym na których bazuje takich jak: olej buriti, woda termalna i aktywator witaminy d*
Ma piękny, słodki zapach, który przez chwilę wyczuwalny jest na skórze.
Jest to produkt wodoodporny więc po kontakcie z wodą nie wymaga powtórnej aplikacji.
Produkt został zamknięty w plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml, cechuję go duża wydajność.

7 komentarzy:

  1. Ciekawe rozwiązanie z tym SPF 15 i 50 w jednym opakowaniu, o ile oczywiście są one rozdzielone, bo przecież ochrona i tak się nie sumuje ;)) Zrozumiałam, że są rozdzielone :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas w końcu zacząć sięgać po kosmetyki z wyższym filtrem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie praktycznie rozwiązanie :) Ten pomysł z rozdzieleniem filtrów bardzo na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa jak spisały by się na mojej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Również poszukuję słoneczka, jednak wydaje mi się, że te produkty mają trochę niewystarczającą ochronę przeciwsłoneczną przy bardzo wysokich temeraturach. Z pewnością nadadzą się przy 20 stopniach, ale powyżej 30 trzeba będzie wybrać coś mocniejszego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Póki nas pogoda nie rozpieści to ja jeszcze nie patrzę za takimi produktami :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger