Ulubieńcy STYCZNIA

W ubiegłym miesiącu bardzo wiele się zmieniło. Odkryłam, że czerwona szminka wbrew pozorom nie dodaje lat, odnalazłam genialny krem BB (który niebawem pojawi się na blogu) i zmieniłam miejsce zamieszkania.Ten ostatni szczegół pochłonął mnie ostatnio bez reszty co niestety odbija się niekorzystnie na blogu, staram się jak mogę aby ład i porządek, który dotychczas panował w moim życiu jak najszybciej powrócił, ale nie jest to łatwe...:-)
W przeprowadzkowo - remontowej krzątaninie ku mojej radości znalazłam chwilę aby podzielić się z Wami informacją o produktach, które w ubiegłym miesiącu podbiły moje serce.

Tonik i lotion z kwasem glikolowym w 101 % sprostał wymaganiom mojej skóry.
Tonik: Nie podrażnił mojej cery. Bardzo dobrze i dogłębnie odświeża skórę nie pozostawiając tłustej warstwy.
Niweluje zmęczenie i dyskomfort, jaki z pewnością odczuwa  każda skóra, na której zbyt długo zalegają warstwy makijażu.
Nie powoduje również uczucia ściągnięcia co niestety często mi się zdarza przy preparatach tego typu. Nie wysusza, ale też nie zauważyłam aby ją nawilżał.
Świetnie odświeża i tonizuje.  
Produkt zamknięty jest w poręcznej plastikowej butelce o pojemności 200 ml.
Dozuje się za pomocą atomizera, która jednorazowo aplikuje niewielką ilość produktu.
Jest to produkt bezzapachowy, co w moim odczuciu jest jego wielkim atutem.
Ma rzadką, wręcz wodnistą, typowo tonikową formułę. Szybko się wchłania.
Lotion: Regularne stosowanie tego preparatu daje zdumiewające efekty: usunięcie przebarwień, przyspieszenie odnowy komórkowej, efekt odmłodzenia, zapobieganie starzeniu się skóry, zmiękczenie i wygładzenie i poprawa kolorytu skóry.
Nie jest to jednak produkt o natychmiastowym działaniu, pierwsze efekty zauważyłam po 3 tygodniach regularnego zastosowania.Jest lekki i niewyczuwalny na twarzy co sprawia, że aplikacja tego kosmetyku jest przyjemna i bezproblemowa.
Lotion wchłania się nieco dłużej niż tonik aczkolwiek mi to nie przeszkadza, lubię gdy nocą moja skóra delektuje się dobroczynnymi składnikami zawartymi w kosmetyku.
Lubię jak tak bogate w dobroczynne dla skóry składniki "pracują" na mojej skórze kiedy ja beztrosko śpię.
Po przebudzeniu moja twarz jest wspaniale wygładzona,  pory wydają się węższe, skóra jestmięciutka, a jej koloryt wyrównany. 
Twarz jest promienna i świeża dzięki czemu wygląda młodziej.
Kosmetyk nie podrażnił i nie uczulił mojej skóry.

Kolejnym produktem który wzbudził mój zachwyt był olejek marki Bielenda Argan Eansing Face Oil.
Produkt można stosować na dwa sposoby, świetnie odnajduje się jako następca płynu micelarnego, ale również sprawdza się jako 'dopełniacz' demakijażu.
Po jego użyciu odczuwam swego rodzaju komfort perfekcyjnie oczyszczonej skóry.
Głównym zadaniem olejku jest oczyszczanie skóry, ale posiada także szereg innych właściwości wynikających z jego składu.
Produkt może się poszczycić połączeniem popularnego i znanego z wielozadaniowego działania pielęgnacyjnego olejku arganowego i kwasu hiarulonowego, który wykazuje właściwości nawilżające.
To połączanie ma bardzo pozytywny wpływ na moją cerę: nawilża, zwiększa elastyczność i sprężystość oraz odporność skóry na utratę wody.

Doskonale wywiązuje się ze swoim podstawowych właściwości: perfekcyjnie oczyszcza twarz i świetnie przygotowuje skórę do kolejnego etapu pielęgnacji.
Kosmetyk bardzo dobrze zmywa makijaż i to bez konieczności mocnego pocierania, mam wrażenie, że wręcz rozpuszcza kosmetyki kolorowe które niczym magnez "przyczepiają się" do wacika nasączonego płynem.
Po zabiegu demakijażu skóra mojej twarzy jest gładka i miła w dotyku.
Niweluje zmęczenie i dyskomfort, jaki z pewnością odczuwa  każda skóra, na której zbyt długo zalegają warstwy makijażu.
Ku mojej radości jest bardzo łagodny dla oczu - nie powoduje zaczerwienienia, pieczenia, łzawienia ani innych nieprzyjemności.
Nie pozostawia ciężkiej, lepkiej warstwy.
Koloru pierwszemu miesiącowi roku nadały limitowane paletki ceni do powiek z Sephory.
Wonderful Dreams i Wishes Come True cechują się słabą pigmentacją - wielokrotnie spotkałam się z taką opinią, ale ja jej ani trochę nie podzielam.
Zachwyciła mnie ich mocna pigmentacja i kremowa konsystencja która umożliwia wykonanie perfekcyjnego makijażu osobom które dopiero kształtują swój kunszt w tej dziedzinie.
Bardzo rzadko się zdarza aby kupiona przez mnie paletka tak idealnie trafiała w mój gust - większość z oferowanych tego typu produktów oprócz tych "naj" odcieni zawiera również kilka barw które nie są moimi kolorami.
Każdy kolor może być używany samodzielnie, ale także są łatwe w łączeniu się ze sobą i blendowaniu.
Paletki  umożliwiają wykonanie makijażu zarówno dziennego jak i wieczorowego.
Balsam Tisane posiada właściwości idealnego balsamu do ust: wspaniale nawilża, odżywia, koi spierzchnięte usta i świetnie je natłuszcza.
Ma piękny, słodkawy miodowy zapach.
Często używam produktów do pielęgnacji ust jako 'bazy' przed nałożeniem matowej pomadki koloryzującej, czasami się zdarza, że produkt nie chce w ten sposób współpracować.
W tym przypadku nie ma takiej sytuacji, balsam doskonale odnajduje się w każdej sytuacji...:-)

20 komentarzy:

  1. Ale piękne opakowania tych paletek. Kusi mnie ten balsamik :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie testuję serum z kwasem hialuronowym firmy Glyskin Care.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te paletki prezentują się cudownie, ale też słyszałam, że mają słabą pigmentację. Twoja opinia jest chyba jedną z pozytywnych (nielicznych), które czytałam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie się zastanawiam nad czymś z kwasami. Przyjrzę się tym produktom

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie lubie tego myjadła z bielendy jak dla mnie śmierdzi frytami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawi mnie ten olejek z Bielendy. Olejki świetnie sprawdzają się przy demakijażu oczu, lubię tę formułę.

    OdpowiedzUsuń
  7. W ostatnich dniach czytam same pozytywne opinie na temat olejeku marki Bielenda Argan Eansing Face Oil :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Balsamik od Tisane mam i ja i bardzo go lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może się skuszę na ten olejek Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam emulsję z kwasem glikolowym i również podoba mi się jej działanie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. tisane znam, ale w wersji 'dla dorosłych'

    OdpowiedzUsuń
  12. śliczne są te paletki Sephory. :-) u mnie olejek Bielendy się nie sprawdził, zostawiał uczucie tłustości, nie podobała mi się jego oleistość

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawi mnie Bielenda :) A paletki wyglądają uroczo!! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaczęłam niedawno stosowanie tego serum z kwasem glikolowym i już widzę poprawę w stanie skóry więc pewnie i w moich ulubieńcach się pojawi :).

    OdpowiedzUsuń
  15. chyba nie widziałam tej wersji tisane, tylko tą w różowym opakowaniu. też chciałam wziąć którąś z tych paletek, ale wszytskie baby się na nią rzuciły na wyprzedaży :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę koniecznie wypróbować ten olejek z Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger