Nigdy więcej czyli ROZCZAROWANIA 2015 roku


Balsam w sprayu Vaseline Intensive Care - od początku podchodziłam do tego produktu dość nieufnie.
Niby bardzo mnie ciekawił jednak z drugiej strony formuła w sprayu wydawała mi nieodpowiednia dla balsamu nawilżającego.
Przywykłam do produktów o gęstej, treściwej formule więc nie spodziewałam się po tym produkcie rewelacji.
Gdybym nie znalazła tego produktu w jednej z edycji ShinyBox to zapewne do dziś dnia bym go nie poznała.
Teraz już wiem, że nie miłym czego żałować, balsam w sprayu Vaseline bardzo mnie rozczarował.
Nie zauważyłam aby chociaż w najmniejszym stopniu nawilżał moją skórę, gdyby nie jego piękny, dość intensywny zapach to zaraz po aplikacji pewnie zastanawiałbym się czy nie przeoczyłam tak ważnego etapu pielęgnacji jak nawilżenie ciała.
Na uwagę zasługuję też jego cena, balsam kosztuje prawie 30 zł. Niby nie jest to dużo, ale jak na produkt, który nie wykazuje żadnych właściwości pielęgnacyjnych zbyt wiele.
Znam mnóstwo dużo tańszych kosmetyków, które w 100 % spełniają moje oczekiwania.

Kolejnym nawilżającym produktem do ciała, który zasługuje na miano 'koszmarka ubiegłego roku' jest balsam marki Palmers Shea Butter.
Ma dość rzadką konsystencję, która łatwo się rozprowadza i bardzo szybko się wchłania. 
Kosmetyk pozostawia na ciele delikatną powłoczkę nie jest to w żadnym wypadku tłusta i klejąca warstwa, a delikatna warstewka która przyjemnie koi i nawilża ciało.
Posiada właściwości balsamu idealnego, prawda ? Jednak to tylko pozory !
Działanie nawilżające jest obecne na mojej skórze  tylko przez krótką chwilę, uczucie suchej skóry szybko powraca. 
Mało tego ! Po jego aplikacji miałam wrażenie, że moja skóra jest jeszcze bardziej wysuszona niż przed...

Następnym produktem pielęgnacyjnym , który bardzo mnie zawiódł jest peeling do ciała marki Alterra Duschpeeling Papaya & Bio - Kokos.
Peeling pod prysznic ma rzadką, a wręcz lejącą konsystencję, która spływa z rąk czy gąbki przez co skutecznie udaremnia plan złuszczenia zrogowaciałego naskórka.
Powtórna aplikacja pod nieco mniejszym strumieniem wody umożliwia rozprowadzenie peelingu po ciele - jego piękny i egzotyczny zapach daje złudne nadzieje, że tym razem produkt nie zniknął razem z wodą.
Niestety, czekało na mnie kolejne rozczarowanie - nazywanie tego produktu peelingiem to duże nadużycie.
Co prawda w opakowaniu widać, że peeling zawiera drobinki ścierające którymi według producenta są ekologiczne wiórki kokosowe, ale są one kompletnie nie wyczuwalne na skórze.

To jednak nie wszystko ! Peeling strasznie wysusza, po kąpieli pojawiał się dyskomfort ściągnięta skóry.

Żel myjący - normalizujący marki Ziaja z serii 'Liście Manuka' również nie podbił mojego serca.
Do tej pory zastanawiam w czym tkwi sekret jego popularności, ja nie mam o nim najlepszego zdania.
Nakładając go na twarz odczuwam swego rodzaju dyskomfort - moją skórę oblepia ciężki i galaretowany produkt, którego formuła kompletnie odbiega od żelów myjących do jakich przywykła moja cera.
Myślałam wówczas, że "efekt wow" pojawi się po zmyciu produktu wodą - moja twarz nagle stanie cię oczyszczona, wygładzona i miła w dotyku.
Niestety, po umyciu twarzy żelem "Liście Manuka" było jeszcze gorzej...
Ziaja zapewnia, że ich produkt "poprawia nawilżenie i miękkość naskórka"
U mnie to jakże przyjemne działanie się nie pojawiło, a wręcz przeciwnie...
Po zastosowaniu skóra stawała się maksymalnie wysuszona i jeszcze bardziej ściągnięta. Koszmar !
Jest to produkt przeznaczony do oczyszczania cery i pozornie wydawało mi się, że w tym przypadku sprawdza się całkiem przyzwoicie.
właściwości na tej płaszczyźnie - jestem pewna, że bardzo bym tego żałowała.
Aby upewnić się czy moja cera jest perfekcyjnie oczyszczona i odpowiednia przygotowana do dalszego etapu pielęgnacji przetarłam twarz płynem micelarnym.
Ku mojemu zdziwieniu wacik nasączony kosmetykiem nie był czysty, a więc w tym przypadku również się nie sprawdził.

Wiosna to piękna pora roku ! Myślałam, że fluid marki Lirene 'Color Code' będzie równie wspaniałym kosmetykiem.
Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że miłości to z tego nie będzie. 
Jego odcień jest dla mnie dwa tony za ciemny. Nałożony na twarz na domiar złego ciemnieje jeszcze bardziej. Koszmar !
Przyznam, że bardzo mnie ten fakt zaskoczył ponieważ byłam przekonana, że wybierając "wiosnę" sięgam po dość subtelny odcień, a gdy przyglądam się na krążące po sieci swatche wszystkich odcieni mam wrażenie, że wybrałam najciemniejszy kolor. W tym przypadku znacznie bliżej mi do zimy...
Typ urody wiosna czy też lato charakteryzuje się ciepłą tonacją, ale to nie znaczy, że fluid do tego typu cery musi cechować się pomarańczowym odcieniem.
Jestem bardzo rozczarowana jego odcieniem, ale jego właściwości kryjąco-matujące zawiodły mnie jeszcze bardziej, są w moim odczuciu totalnym nieporozumieniem.
Fluid zazwyczaj wykazuje silniejsze właściwości kryjące niż podkład więc spodziewałam się, że chociaż pod tym względem kosmetyk mnie zaskoczy.
Co prawda nie mam problematycznej cery, krostki i wypryski pojawiają się na mojej twarzy bardzo rzadko, ale nie jest też nieskazitelna więc miałam nadzieję, że produkt zakamufluje jej defekty. Niestety nie poradził sobie nawet z tym wyzwaniem.

Jedynie jego właściwości matujące są w porządku, ale to trochę mało, zwłaszcza że produkt nie jest trwały - fluid bardzo szybko znika z twarzy i pozostawia nieestetyczne plamy. 
Jestem dość nieufna wobec kosmetyków o właściwościach matujących ponieważ większość z nich przeokropnie wysusza moją skórę. Produkt Lirene nie odstaje pod tym względem od innych produktów.


Tusz marki Rimmel Scandaleyes Xxtreme  podpadł mi czasochłonnym schnięciem.
Nie wysycha zbyt szybko na rzęsach przez co lubi się odbić na powiekach...
Jego dość długi czas schnięcia jest dokuczliwy szczególnie rano, gdy każda minuta jest dla mnie na wagę złota, a tusz potrafi odznaczyć się wokół oczu.
Niestety po kilku godzinach zaczyna się trochę obsypywać i to niestety nie jedyna jego wada...

Tusz sprawia trochę problemów podczas wykonywania makijażu, a winowajczynią tego jest zbyt rzadka konsystencja.
Miałam nadzieję, że upływający czas wpłynie pozytywnie na jego formułę - tusz z gęstnieje i nie będzie już sprawiał problemów podczas aplikacji, ale nic z tego.

Ma płaską i wygiętą szczoteczkę, która w moim odczuciu jest wręcz idealna.
Przywykłam do doskonałej efektywności tego rodzaju szczoteczek, jednak w tym przypadku nie współpracuje zbyt dobrze z konsystencją tuszu. 
Lubi nabierać zbyt dużą ilość produktu przez co zamiast pięknego makijażu z łatwością można uzyskać efekt posklejanych rzęs.

Korektor kamuflujący niedoskonałości marki Catrice Camouflage Cream to produkt bardzo znany i lubiany w blogosferze. 
Jednak ja bez skrupułów nazywam go naprzemiennie 'bublem' lub 'koszmarkiem'
Producent zapewnia, że jest to produkt o wszechstronnych właściwościach. 
Ukryje niedoskonałości cery, zredukuje widoczność przebarwień oraz sprawi, że cienie pod oczami będą mniej widoczne. 
Początkowo myślałam, ze tak ! Jego właściwości kryjące faktycznie zaskakują.
Doskonale kamufluje cienie i pokrywa zmiany pigmentacyjne na skórze.
Aplikuje go najczęściej pędzlem do korektora Hakuro, ale zdarzyło mi się nakładać produkt bezpośrednio ze słoiczka palcem i muszę przyznać, że w obydwu przypadkach świetnie się rozprowadza i nie sprawia większych problemów.

Nie roluje się i nie ciemnieje na twarzy. 
Jak na kamuflaż pozostawia na twarzy całkiem naturalny efekt, co mi się baaardzo podoba.
Ideał ? W końcu czy można wymagać czegoś więcej od korektora kryjącego ?
Można ! Szczególnie gdy jest się posiadaczką suchej skóry twarzy.
Produkt ma jedną, ogromną wadę, która całkowicie dyskwalifikuje go w moich oczach, a mianowicie okropnie wysusza moją skórę i uwidacznia suche skórki.
Dodam, że przed nałożeniem jakiekolwiek produktu do makijażu dokładam wszelkich starań aby moja cera była perfekcyjnie nawilżona. 
Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu produkt dodatkowo przyczynia się do powstawania dyskomfortu ściągniętej skóry.
Potrafi też zbierać się w załamaniach , co nie wygląda zbyt estetycznie.
Chciałam skusić się na jego płynną wersję, ale na kilku blogach wyczytwałam, że błyskawicznie zastyga na skórze, przez co skutecznie udaremnia dodatkowe poprawki. Nie przepadam za takimi produktami. Także serii korektorów Camouflage Cream mówię definitywnie: żegnaj.

Nie zauważyłam aby odżywka Essence Ultime BLOND & BRIGHT marki Schwarzkopf miała chociażby najmniejszy wpływ na moje włosy. Jedyne co po sobie pozostawia to piękny cytrusowy zapach, który przez dłuższą chwilę wyczuwalny jest na włosach.
Nie rozjaśnia ich i nie odżywia.
Nie niweluje efektu puszenia, którego tak bardzo nie lubię, a do którego moje włosy mają tendencję, mam wrażenie, że po aplikacji odżywki moje włosy puszą się i elektryzują jeszcze bardziej.
Jedyne co dostrzegłam pozytywnego to właściwości rozświetlające, po wysuszeniu włosy stają się lśniące i pełne życia, aczkolwiek jest to bardzo krótkotrwały efekt.

33 komentarze:

  1. Na mnie te produkty też specjalnie się nie sprawdziły:)
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmarki, koszmarki i jeszcze raz koszmarki :-)

      Usuń
  2. Mam ten żel Ziaji, ale na razie czeka w zapasach. Oby u mnie dobrze się sprawdził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam o nim mnóstwo pozytywnych opinii, mimo wszystko ja go nie lubię...

      Usuń
  3. Kosmetykiem, którym mnie ciekawił był żel do mycia twarzy Liście manuka - mam tonik i bardzo go lubię, myślałam o kupnie żelu, ale chyba zrezygnuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam żel zachęcona pozytywnymi opiniami, niestety strasznie się na nim zawiodłam...

      Usuń
  4. Ho, ho, sporo tego. Do balsamu w sprayu Vaseline Intensive Care też jakoś nie mam przekonania. Tym bardziej, że Twoja negatywna opinia nie jest odosobnioną. Marce Lirene to się dziwię, że wrzuca na rynek tak ciemne produkty do makijażu. Bo kto jak nie polska firma powinien się najlepiej orientować w odcieniach cer rodaczek i potencjalnych klientek...Tuszy Rimmela generalnie nie lubię. Po kilku feralnych zakupach wyrobiłam sobie przekonanie, że ta firma ręki do tego typu produktów nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie strasznie kuszą produkty do makijażu Lirene czy też powiązanej z nią marki Dr Irena Eris, ale trochę boję ich kolorystyki.

      Usuń
  5. Podzielam Twoją opinię odnośnie Palmers i Alterry - koszmarki!

    OdpowiedzUsuń
  6. szkoda ze catrice podkreśla skórki i wysusza,czaiłam się na niego , natomiast waseline mnie też nie zachwycał ,m.in dlatego ze szukam produktu kory bys ie sam wchłanaiał a nie musialabym go rozsmarowywać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nienawidzę tego żelu z Ziaji, zrobił mi taką masakrę na twarzy, że nawet wspominać tego nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ubieralo się trochę tych rozczarowań :-o

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet nie próbowałam, tym bardziej, że z innymi produktami tych marek mi nie po drodze :) Sporo się u Ciebie tego uzbierało.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja znam z tych produktów tylko balsam vaseline i polubiłam go właśnie za tą lekką formułę, używam go sporadycznie najczęściej na wyjazdach
    _____________
    Pozdrawiam
    MARCELKA FASHION and LIFESTYLE BLOG
    ♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Sporo tego, ale co roku coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O mamo! Miałam ten 'peeling' z Alterry ! Ale to był dramat! I jak cuchnął alkoholem :x fuuuuu :x

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurcze, wszyscy chwalą ten korektor od Catrice, że już szykowałam się na kupno. Teraz widzę, że raczej u mnie by się nie sprawdził. :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałam wypróbować balsam w sprayu Vaseline Intensive Care, ale teraz zastanawiam się czy warto :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie stosowałam żadnego z tych produktów. I dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. O lirene słyszałam, że to niewypały ;/

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam ochotę na peeling Alterry ale już się o nim tyle naczytałam że mi przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  18. zgadzam się, że balsam Vaseline to nie do końca super produkt, być może jest dobry dla normalnej cery, w przypadku mojej bardzo suchej w ogóle jej nie nawilżał. Co do kamuflażu Catrice akurat z niego jestem bardzo zadowolona, skutecznie kryje moje cienie

    OdpowiedzUsuń
  19. Peeling Alterra to faktycznie tragedia. Ja za to Vaseline całkiem polubiłam, na lato bedzie ok.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie miałam ani jednego z wyżej wymienionych produktów i chyba mieć już nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja sie z Palmersem tez nie polubilam :/ jest na parafinie :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Znam tylko korektor Catrice i u mnie się sprawdził, ale nie nakładam go pod oczy, bo wydaje mi się na to za ciężki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Moja skórę zel Ziaja również przesuszyl. A takim lekkim rozczarowaniem okazała się bioderma która nie była zła ale niczym się nie różniła od płynu z Garnier za 15 zł.

    OdpowiedzUsuń
  24. Na szczęście nie znam żadnego z tych produktów.

    OdpowiedzUsuń
  25. Z tych kosmetyków mam jedynie kamuflaż Catrice, ale też nie jestem jego wielką fanką ;/

    OdpowiedzUsuń
  26. Też nie polubiłam się z żelem Ziaji, ponieważ powodował wysyp niedoskonałości na czole, co praktycznie nigdy u mnie nie ma miejsca :/

    OdpowiedzUsuń
  27. Do żelu z Ziaji to mam teorię, że dlatego tak wysusza i jest fatalny, żeby sięgać po krem i tonik z tej samej serii. Wiadome, cos popularnego nam sie nie spisuje i myslismy ze to nasza wina, wiec siegamy po caly pakiet z tej serii zeby sprawdzic czy lepiej dziala z innymi. :/

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten tusz z Rimmela...pozostawię bez komentarza :)Never again!

    OdpowiedzUsuń
  29. Będę się zatem wystrzegać Twoich rozczarować :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger