Bourjois Rouge Edition Aqua Laque: Rosé on the rock & Feeling reddy

Uwielbiam pomadki o matowym wykończeniu ! Jedną z moich ulubionych jest kultowa Rouge Edition Velvet.
Kilkukrotnie wspominałam tu jak wielką sympatią darze pomadkę Bourjois  i oczywiście nie bez powodu: jeszcze nie miałam tak trwałej pomadki, niezbyt często się zdarza aby produkt koloryzujący do ust zachwycał aż tak bardzo nasyconym kolorem, ma bardzo przyjemną i zaskakująco lekką formułę, pięknie wygładza usta. Jednym słowem: wow !
Niestety nie mogę tego samego napisać o błyszczykach, nie toleruje ich lepkości.
Na domiar złego często ich konsystencja jest bardzo wodnista przez co tego rodzaju produkty cechują się znikomą trwałością.
Co łączy dwa wspominane produkty ? Hybrydowa pomadka do ust  Rouge Edition Aqua Laque.
Wiecie co mnie najbardziej zaskoczyło w tym produkcie? Jego formuła ! Niesamowicie lekka formuła. 
Jeszcze nie spotkałam się z produktem, który byłby chociaż odrobinę zbliżony do konsystencji Rouge Edition Aqua Laque, dlatego trudno mi go zakwalifikować do jednego konkretnego produktu, to coś pomiędzy błyszczykiem a lakierem do ust...:-)
Jeszcze nie miałam koloryzującego produktu do ust, który byłby aż tak  delikatny, jest kompletnie nie wyczuwalny na ustach.
Ten efekt można porównać tylko z...wodą. Jej kropelka rozprowadzona na ustach daje taki sam efekt jak produkt Bourjois.
Ma wręcz idealną, dość gęstą konsystencję i podobnie jak jego matowy odpowiednik zaskakuje trwałością. 
Nie jest co prawda AŻ TAK trwała, ale trudno pod tym względem konkurować z Rouge Edition Velvet. Ta pomadka zdeklasowała wszystkie znane mi produkty koloryzujące do ust.
Jest obecna na ustach dosłownie od rana do późnego wieczora. I gdyby nie demakijaż to jestem pewna, że miałabym kolor na ustach na ustach następnego dnia...
Hybrydowa pomadka utrzymuje się na ustach trochę krócej, ale 6 godzinną trwałość przy tak lekkiej, błyszczykopodobnej formule i tak uważam za bardzo dobry wynik.
Nie wymaga wielokrotnej aplikacji w ciągu dnia, a to sprawia, że  produkt jest bardzo wydajny.
Obecnie nie sięgam po pomadki o matowym wykończeniu tak często jakbym chciała ponieważ moje usta dostarczają mi ostatnio mnóstwo atrakcji. Są suche, spierzchnięte i szorstkie, a produkty o takiej formule lubią uwidaczniać takie defekty.
Nie dotyczy to jednak Rouge Edition Aqua Laque ! Hybrydowa pomadka wychodzi naprzeciw ich potrzebom i dzielnie rozprawia się z defektami. 
Nie wysusza, a wręcz je nawilża i sprawia, że stają się miękkie, gładkie i delikatne. I co ważne: nie podkreśla suchych skórek !
Optycznie uwydatnia usta i bardzo ładnie je podkreśla. 
Dzięki niej sprawiają wrażenie zadbanych i perfekcyjnie wypielęgnowanych.
Nie wypływa poza ich kontur, pięknie prezentuje się na ustach, tworząc lśniący efekt tafli.
Przyznam, że nie zaskoczyła mnie jakoś specjalnie intensywność koloru tego produktu, przywykłam już do faktu, że to cecha charakterystyczna produktów Bourjois.
Głębia koloru pomadek  Rouge Edition Aqua Laque jest naprawdę imponująca.
Pod względem wizualnym pomadka nie wyróżnia się niczym szczególnym od swojego matowego odpowiednika. 
Posiada proste, minimalistyczne opakowanie, na którym producent umieścił niezbędne informacje.
Opakowanie Aqua Laque jest nieco bardziej błyszczące przez co bardziej widać wszelkie zarysowania, a ja mam do ich tworzenia niebywałą zdolność :-)
Precyzyjną aplikacje umożliwia skośny, gąbeczkowy aplikator, który jest bardzo wygodny i poręczny.
Czytając recenzje na temat Rouge Edition Velvet często spotykam się z opiniami, które nie pozostawiają suchej nitki na zapachu tego kosmetyku. Przeczytałam nawet, że jest to zapach zbliżony do...farby.
Mój zmysł węchu widocznie nie jest aż tak wyostrzony jakbym sobie tego życzyła ponieważ czegoś takiego nie wyczuwam. Co prawda jest dość niespotykany, intensywny i daleko mu do zapachu gumy balonowej czy truskawek, ale przyznam, że nie zwracam na niego specjalnej uwagi.
Rouge Edition Aqua Laque pod tym względem nie dostarcza powodów do narzekań, ma bardzo przyjemny zapach.
Pomadka dostępna jest w  ośmiu wariantach kolorystycznych. Jestem posiadaczką dwóch: nr 02 Rosé on the rock, który ma bardzo ładny odcień zgaszonego różu oraz 06 Feeling reddy cechująca się mocnym, czerwonym odcieniem z kropelką pomarańczowego pigmentu.
Muszę przyznać, że szalenie podobają mi te kolorki, nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek zaprzyjaźnię się z tak mocnym i intensywnym odcieniem jakim jest Feeling reddy, a jednak...:-) 
Do tej pory wybierałam głównie pomadki zbliżone kolorem do Rosé on the rock, ale tym razem i elegancka czerwień podbiła moje serce.

42 komentarze:

  1. Kurde, a mnie jakoś nie korcą te pomadki :) Może coś jest ze mną nie tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja niestety nie potrafię przejść obojętnie obok produktów koloryzujących do ust...:D

      Usuń
    2. A mnie jak najbardziej, chwilowy odpoczynek matowych pomadek spowodował, że polubiłam hybrydowe...:-)

      Usuń
    3. Pomadki jak pomadki :) Nie są specjalnie rewelacyjne, ale kolory też niebrzydkie.

      Usuń
  2. Mam 1 i tragedia, znika z ust w błyskawiczny sposób. Szkoda każdej złotówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomadka Rouge Edition Aqua Laque nie zachwyca intensywnością kolory aż tak jak jej matowa siostra, ale mimo to dla mnie jest w porządku. W porównaniu z produktami błyszczykopodobnymi, które znam jest wręcz doskonała...

      Usuń
  3. Ta po prawej jest śliczna :) polecam Ci pomadki Nyx soft matte - nie wysuszają, a są super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planach tą pomadkę w odcieniu Tokyo, jestem bardzo ciekawa czy sprawdzi się równie świetnie co mat z Bourjois...:-)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. To dość mocny kolor, zdjęcie nie oddaje w pełni jego "charakteru" aż się sobie dziwię, że tak go polubiłam :D
      Mimo wszystko po Rosé on the rock sięgam częściej...:-)

      Usuń
  5. To dla mnei nowość :) musze wreszcie sięgnąc po te pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zarówno Rouge Edition Velvet jak i Aqua Laque. Każda z nich jest inna, na swój sposób wyjątkowa. Każda ma swoje wady i zalety, a ja noszę w kosmetyczce 4 odcienie (2x velvet, 2x aqua)...:D

      Usuń
  6. Bardzo ładnie Ci w tej czerwieni :) to był dobry zakup

    OdpowiedzUsuń
  7. Róż zdecydowanie bardziej mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mnie kuszą te pomadki, ale na razie poszalałam w GR ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje matowe pomadki Bourjois pachną właśnie farbą. :D Nie wiem, jak to możliwe, że firma, która ma podkłady pachnące owocami, róże różami i bronzery czekoladą, ma pomadki, które nie mają żadnego charakterystycznego zapachu. :O No ale mimo wszystko kocham je, bo dają cudowny efekt z cudowną trwałością i niemal nie odbijają się na szklankach itd. Te lakierowe wydają się być słabiej napigmentowane, ale kupiłabym jedną na próbę, gdybym znalazła dla siebie jakiś kolor, a żaden mi nie pasuje. :(

    OdpowiedzUsuń
  10. uwielbiam tą standardową wersję i tą też bym z chęcią wypróbowała :D kolorki mega soczyste :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam kolor 03 Brun'croyable, lubię go, ale jest dość delikatny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po prawej - hot ! Osobiście wolę pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ciekawe są ;D
    ładny czerwony kolorek ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Rose on the rock zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu :o)

    OdpowiedzUsuń
  15. Strasznie kuszą, ale pewnie i tak bym ich nie używała z roztargnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mają ciekawe kolory, ale ich zapach skutecznie odstrasza mnie przed zakupem ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. jedna subtelna, druga bardziej 'drapieżna'. obie wersje są świetne, aczkolwiek ta intensywna bardziej przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo dużo o nich słyszałam, wyglądają przepięknie, może skuszę się kiedyś na taką :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam :) w kolorze lekko wpadajacym w pomarańcz :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten jaśniejszy odcień jest bardzo ładny.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ładny efekt. Lubię matowe wykończenie na ustach.
    No i plusem na pewno jest tu też łatwość aplikacji. Skoro piszesz, że trzymają sie na ustach 6 godzin to chyba warto.

    OdpowiedzUsuń
  22. Matowe wykończenie to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. O ile wersja matowa kusiła mnie bardzo, tak błyszcząca nie jest już taka :) Wygląda ładnie, ale niczym szczególnym w moim odczuciu się nie wyróżnia.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger