Sally Hansen Coplete Salon Manicure - 550 All Fired Up

Nigdy nie przepadałam za czerwienią na pazurkach. Sama nie wiem z czego wynika moje uprzedzenie do tego koloru, przecież tkwi w nim tak duży potencjał...
Jest to barwa bardzo odważna, skupiająca na sobie wzrok, a zarazem niezwykle elegancka.
Dodaje pewności siebie i sprawia, że czujemy się silniejsze, pewne siebie...
Nie pamiętam już kiedy ostatnio miałam czerwień na paznokciach, dlatego dziś postanowiłam schować moją antypatię wobec tego koloru do kieszeni i przekornie pomalowałam paznokcie lakierem Sally Hansen Coplete Salon Manicure w odcieniu 550 All Fired Up.
Lakiery z serii "Coplete Salon Manicure"  są mi bardzo dobrze znane i w zasadzie przyzwyczaiły mnie do swojej trwałości więc mój entuzjazm do tej niezwykle istotnej zalety jest w tym przypadku fazie spokoju :-)
Muszę jednak nadmienić, że mało który lakier jest obecny na moich paznokciach w stanie nienaruszonym dłużej niż tydzień, produkt Sally Hansen należy do nielicznych wyjątków.
Gdy kolor zaczyna zanikać to na zasadzie ścierania na końcówkach, a nie odpryskiwania.
Już jedna warstwa perfekcyjnie pokrywa paznokcie równą, nasyconą i błyszczącą taflą aczkolwiek ZAWSZE nakładam dwie, ale wynika to tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia.
Konsystencja lakieru jest wręcz idealna: nie za gęsta i nie za rzadka.
Pędzelek należy raczej do tych cienkich, swobodnie rozprowadza lakier i ułatwia precyzyjną aplikację nie brudząc skórek.
Ponadto dobrze się zmywa i nie odbarwia płytki.
Bardzo szybko schnie na paznokciach.
Posiadam odcień 550 All Fired Up, który nieco odbiega od klasycznej czerwieni. 
Ten niezwykle elegancki kolor zostały wzbogacony o kropelkę radosnej i energetycznej pomarańczowej barwy.
Nie wysycha zbyt szybko w butelce.
Z racji, że moje paznokcie zawsze przysparzały mi wielu zmartwień (są łamliwe) przeważnie na kolorową emalię nakładam lakier utwardzający, który wykazuje właściwości wzmacniające i odżywiające na płytkę paznokci.
W tym przypadku nałożyłam odżywkę wzmacniającą ze złotymi drobinkami Sally Hansen 18 K Gold Hardener. 
Czerwień + złoto - to dość świąteczne połączenie i być może dlatego drobinki się zbuntowały, postanowiły nie ujawniać swojego blasku...
Jednak to już inna historia, która niebawem pojawi się na blogu...:-)

27 komentarzy:

  1. lubie takie dzisiaj właśnie hybrydy zrobiłam

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam taką czerwień na pazurkach :-) klasyczna i ponadczasowa :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli wybieram czerwień, to właśnie taką, wyrazistą i neonową jednocześnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam czerwienie, chociaż dawniej za nimi nie przepadałam :) Cóż... kobieta zmienną jest :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię tą serię lakierów Sally Hansen :) Kolor uniwersalny, idealny zarówno na ciepłe, jak i chłodne dni :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja nie przepadam za takimi odcieniami czerwieni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja lubię czerwień na paznokciach ale od czasu do czasu..raczej jakoś specjalnie nie przepadam za tym kolorem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dość podobny lakier właśnie z sally hansen i sprawuje się u mnie znakomicie, faktycznie, nutka pomarańczy dodaje temu lakierowi pozytywnej energii ;) Bardzo dobrze wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  9. lubie czerwień, ale bardziej "krwistą" :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię czerwień na paznokciach, a lakiery z tej serii SH uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękna czerwieć. Jedyny mankament to wielkość butli. W moim przypadku połowa napewno zaschłaby zanim zużyłabym ją.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja uwielbiam czerwień na paznokciach :)) Nawet teraz mam, piękny kolor!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger