NAJ...

Mam ostatnio wrażenie, że czas płynie dwa razy szybciej. Wydaje mi się jakbym raptem wczoraj cieszyła się z nadejścia najpiękniejszego miesiąca w roku, a dziś już mamy dziewiąty dzień czerwca...
Jakby nie było to dobry moment na małe podsumowanie minionego miesiąca, dziś na blogu ulubieńcy maja.

 Na pierwszym miejscu uplasował się balsam do ust Tinted Lip Glow Balm firmy Catrice.
Nie pamiętam aby kosmetyk do pielęgnacji ust zrobił na mnie kiedykolwiek aż tak duże wrażenie.
Nie jest to jednak typowe mazidełko do ust, którego zadaniem jest zazwyczaj głównie ich nawilżenie.
Balsam Catrice ma wiele wspólnych cech z tradycyjnymi kosmetykami do pielęgnacji - wspaniale zmiękcza i wygładza usta oraz zapewnia im komfort stosowania. 
To jednak nie wszystko !
Produkt wspaniale podkreśla ich naturalny odcień, jego kolor zależy od indywidualnego pH skóry ust.
Pierwsza warstwa nadaje ustom bardzo delikatną poświatę koloru, tu znacznie bardziej zauważalny jest połysk, druga zaś znacznie intensywniej podkreśla odcień i optycznie je powiększa.
Kosmetyk ma przyjemną konsystencję, która pod wpływem ciepła ust staje się kremowa dzięki czemu balsam nie sprawia problemów podczas aplikacji.
Jest zaskakująco trwały, po upływie czas zaczyna zanikać jednie połysk, a efekt podkreślający naturalny odcień ust dalej jest zauważalny, co jest dla mnie bardzo dużym i jakże miłym zaskoczeniem.
Podkład mineralny Lily Lolo w odcieniu Warm Peach jest moim wielkim odkryciem.
Dawno nie miałam podkładu, który w sposób aż tak doskonały dopasowałby się do kolorytu mojej cery, a to nie lada sztuka.
Jest to bardzo ciepły odcień, który wpada w żółte tony.
Nie tworzy efektu maski. Wręcz przeciwnie ! Sprawia, że cera wygląda zdrowo i promiennie.
Podkład odbija światło zmniejszając tym samym widoczność drobnych zmarszczek i przebarwień.
Bardzo dobrze kamufluje niedoskonałości - niweluje widoczność zaczerwień czy drobnych wyprysków. Ujednolica koloryt cery i redukuje zaczerwienienia.
Ma sypką formułę, ale na twarzy staje się nieco bardziej kremowy, co bardzo ułatwia aplikację.
Moja cera ma tendencję do przesuszania i skłonności do uwidaczniania suchych skórek. 
Podkład mineralny Lily Lolo ich nie podkreśla i nadaje twarzy piękne satynowe wykończenie.
Można stopniować jego intensywność - przy jednej warstwie delikatnie matuje i wygładza cerę. 
Przy drugiej skuteczniej tuszuje niedoskonałości i zapewnia efekt nieskazitelnej i pięknej skóry.
Podkład świetnie współpracuje z krem BB Lily Lolo, który z racji tego odkrycia stosuję często jako bazę.
Świetnie sprawdza się również samodzielnie.
Zakrywa niewielkie zaczerwienienia i przebarwienia.
Posiada właściwości rozświetlające dzięki czemu twarz wygląda promiennie i zdrowo.
Stapia się ze skórą i nie tworzy efektu maski - cera wygląda świeżo, a jej koloryt jest wyrównany. 
Z upływem czasu nie ciemnieje na twarzy i jest to jego ogromna zaleta.
Nie zapycha porów, nie przyczynia się do powstawania niedoskonałości. Nie tworzy smug. 
Kosmetyk jest bardzo wydajny -   wystarczy bardzo mała ilość, aby perfekcyjnie rozprowadzić go na twarzy.
Jest zaskakująco trwały -  przetrwa na twarzy w niezmienionej formie przez cały dzień.
Został zamknięty w poręcznym opakowaniu o pojemności 40 ml, a dozuje się go za pomocą pompki, która jednorazowo dozuje odpowiednią ilość produktu.
Kolejnym hitem ubiegłego miesiąca są lakiery do paznokci firmy Rimmel wchodzące w skład wiosennej kolekcji  'Flower Power'
Nie będę owijać w bawełnę ! :-) Jestem totalnie zauroczona tą kolekcją, zarówno kolorystycznie jak i jakościowo...
Dwa lakiery z powyższego zdjęcia otworzyłam 5 tygodni temu, a ich konsystencja ku mojemu zdziwieniu nie zgęstniała. Wow !
To dla mnie duże zaskoczenie ponieważ znam lakiery, które pięć dni po otwarciu nie nadają się do użycia.
Lakiery Rimmel bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie również swoją trwałością.
Na paznokciach są obecne w stanie nienaruszonym 5 dni, a gdy kolor zaczyna zanikać to na zasadzie ścierania na końcówkach, a nie odpryskiwania.
Pokrywają je nasyconą barwą i pozostawiają przepiękny połysk.
Zostały wzbogacone o technologię Nail Colour 3w1, która działa jak baza pod lakier, zapewnia nasycony kolor i blask. 

Nie tworzą smug, świetnie przylegają do płytki paznokciowej i nie odpryskują po kilku godzinach.
Bardzo szybko schnie na paznokciach co jest cechą charakterystyczną lakierów z tej serii, mam jednak wrażenie, że Rimmel nieco "dopracował" nową serię ponieważ lakiery schną znacznie szybciej niż produkty z linii "60 seconds" których używałam wcześniej. 
W ich przypadku nazwa serii nie jest przesadzona, faktycznie wystarczy krótka chwila aby lakier całkowicie wysechł.

W maju w mojej łazience unosił się piękny zapach rodem z Prowansji. 
To bardzo miłe uczucie, gdy podczas kąpieli wyczuwam aromat owoców dojrzewających na pełnym słońcu - powracam wówczas wspomnieniami do beztroskich, radosnych wakacji spędzonych południowo-wschodniej Francji.
Żele Le Petit Marseillais cechują się bardzo realistycznymi zapachami.
Wersję 'Pomarańcza i Grejpfrut' wypróbowałam w pierwszej kolejności...
Jego aromat jest dość intensywny, wyczuwam tu słodycz owoców dojrzewających na pełnym słońcu, która jest nieco przełamana goryczką grejpfruta. 
Muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawe połączenie - zapachy doskonale się ze sobą uzupełniają i tworząc bardzo oryginalną kompozycję.
Jest to zapach wprost idealny na lato !
Nie przepadam za kosmetykami myjącymi, które po kąpieli wymagają natychmiastowej aplikacji balsamu nawilżającego.
Ten kosmetyk tego nie wymaga - nie wysusza i nie przyczynia się do powstania nieprzyjemnego efektu ściągniętej skóry, co jest u mnie dość powszechnym zjawiskiem. I za to ogromny plus !
Zapewnia skórze przyjemne poczucie świeżości i odprężenia. Po kąpieli staje się delikatna i przyjemna  w dotyku. Jest zauważalnie wygładzona.

Kosmetyk zamknięty jest w ekonomicznym minimalistycznym opakowaniu o pojemności (i tu uwaga!) 650 ml wykonanej z dość twardego plastiku, a dozuje się go poprzez niewielkich rozmiarów otwór, który jednorazowo dozuje optymalną ilość produktu.
Ma dość gęstą, żółtawą konsystencję. Wystarczy niewielka ilość aby doskonale oczyścić ciało co pozytywnie wpływa na jego wydajność.

W przypadku wersji 'Werbena i Cytryna'  odczuwalny jest nieco goryczkowy zapach, który z pewnością polubią miłośniczki charakterystycznych, kwaśnych kompozycji zapachowych. 
Żel został wzbogacony o olejek z werbeny, który relaksuje i odpręża. 
Sprawia, że skóra po kąpieli staje się gładka, jędrna i miła w dotyku.
Jego opakowanie jest nieco mniejsze, ale i tak 400 ml to dość nietypowa pojemność u żeli pod prysznic. Większość tego typu produktów posiada opakowania nie większe niż 250 ml.
Żele nie sprawiają, żadnych problemów podczas aplikacji i bardzo dobrze się pienią.

20 komentarzy:

  1. Muszę sobie sprawić ten balsam do ust catrice :) patrzyłam na niego parę razy i nie byłam pewna czy warto, ale Twoja recenzja i pojawienie się go w ulubieńcach mnie przekonało ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie sprawdza się u mnie podkład LL.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten balsam do ust jest na prawdę cudny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię żele z LPM, ostatnio kupiłam wersję brzoskwiniową :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te lakiery Rimmel są obłędne i bardzo trwałe, ten niebieski kolorek też mam,jest cudny!

    OdpowiedzUsuń
  6. chętnie wypróbuję podkład Lily Lolo, ale może jak przybędzie mi nieco gotówki :D aktualnie używam Colorstay, który z lekkością składu ma niewiele wspólnego, ale o dziwo - jest naprawdę doskonały (chodzi mi o to, że nic a nic nie zapycha) :D
    a błękitny lakier baaardzo piękny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny ten balsam, jeszcze o nim nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę lakiery Rimmel. Mam jeden z nich - w kolorze 408 Peachella i bardzo go lubię. Żele LPM też polubiłam - za bardzo naturalne zapachy i duużo miękkiej piany :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szminka wygląda fantastycznie na ustach, uwielbiam takie kolory. Co do mineralnego podkładu, marzy mi się od 100 lat chyba :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę kupić ten pomarańczowo - grejpfrutowy żel z LPM! Wczoraj wąchałam go w Super-Pharm i się zakochałam :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie też królują te żele LPM :) Werbenę uwielbiam :) A zaciekawił mnie ten balsam catrice :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pomadka super ;) Ja tez niedługo napiszę recenzję żeli z Le Petit.. ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger