Tahitian Noni Body Scrup

Peeling do ciała - niezastąpiony produkt z którego pomocą złuszczymy martwy naskórek, wygładzimy i ujędrnimy partie naszego ciała.
Ostre drobinki mają również bardzo korzystny wpływ na mikrokrążenie, są też świetnym zastrzykiem energii.
To wszystko sprawia, że jest to jeden z moich ulubionych produktów do pielęgnacji ciała.
Dziś zapraszam Was na recenzję zdzieraka który jest dla mnie totalną nowością - jeszcze nie stosowałam peelingu w formie suchej.
Początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego produktu.
Perspektywa złuszczenia naskórka z pomocą tak ostrych kryształków (które przypominają mi odłamki potłuczonego szkła) wydawała mi się nieco przerażająca. Obawiałam się, że kosmetyk bardzo podrażni moją skórę.
Moje obawy po części się potwierdziły - produkt BingSpa w bardzo ostry sposób obchodzi się ze skórą. Mimo wszystko nie zrobił mi krzywdy...
Peeling solny  ma właściwości oczyszczające,  usuwa martwy naskórek, poprawia krążenie i dotlenia skórę.
Silne złuszczanie soli jest pomocne przy chropowatych i mocno zgrubiałych fragmentach na naszym ciele takich jak kolana, stopy, łokcie.  Sprawia, że stają się miękkie i gładkie.
Kryształki peelingu Tahitian Noni świetnie masują i złuszczają zrogowaciały naskórek. 
Jego struktura bardzo mi przypomina sól do kąpieli tyle, że ją wsypujemy do wanny i po chwili mamy w łazience małe, domowe spa. Aplikacja tego zdzieraka jest niestety dużo trudniejsza !  
Produkt posiada sypką formę która sprawia mnóstwo problemów...
Wbrew pozorom nie lada sztuką jest złuszczenie naskórka z pomocą tego kosmetyku ponieważ peeling bardzo szybko ucieka przez palce co powoduje, że wmasowanie go na zwilżone ciało jest nieco pracochłonne i wymaga dość sporej ilości produktu. 
Nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, idealnie przygotowuje ją na aplikację preparatów nawilżających, odżywczych, ujędrniających czy wyszczuplających.
Kosmetyk ma ładny, energetyzujący zapach.
Zamknięty jest w ogromnym (jak na peeling) opakowaniu o pojemności 550 g, ale mimo to wydajność nie jest jego mocną stroną.
Zawiera ekstrakt z owoców Noni (Morinda Citrifolia), które zawierają ponad 100 niezbędnych substancji takich jak: witaminy, aminokwasy, enzymy, mikroelementy i pierwiastki śladowe.  
Nie podrażnił i nie uczulił mojej skóry.

25 komentarzy:

  1. Lubię kosmetyki Bingo Spa, a tego peelingu jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również lubię kosmetyki BingoSpa, ale coraz częściej trafiam na buble...:(

      Usuń
  2. Raczej nie dla mnie wole te drobne w zelowej formie

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten produkt nieszczególnie mnie do siebie przekonał, ale produkty tej firmy lubię. Dotychczas miałam dwa kremy i peeling kwasowy do twarzy i były naprawdę fajne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie miałam takiego suchego peelingu. Może kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie spotkałam się z taką formą peelingu, wolę cukrowe/solne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. pierwszy raz widzę ten peeling, wydaje się warty użycia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak już się nauczyłam jak posługiwać się takim peelingiem bardzo go polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda ze ta aplikacja taka trudna ... Bo bym skę skusiła, chocia z moimi naturalnymi peelingami tez jest trudno i dodaje je do zelu pod prysznic : )

    OdpowiedzUsuń
  9. ciekawy ;)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam inną wersję zapachową tego peelingu. Aplikacja to istny dramat, ale zdzierak z niego niezły ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O nigdy nie widziałam peelingu w takiej formie. Świetnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z ich peelingu do twarzy jestem zadowolona ale ten rzeczywiście wygląda na trudny w obsłudze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziwny ten peeling :/ Chyba poszli na łatwiznę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tej firmy jeszcze nic nie miałam. Czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie miałam żadnego peelingu do ciała, zawsze stawiałam na te do twarzy. Muszę jednak wypróbować i przekonać się, czy dają tak dobre efekty, o jakich czytam na blogach.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger