TUSZOWY POJEDYNEK: Big & Beautiful LovelyDoll Mascara ASTOR ██ Masterpiece MAX MAX FACTOR

Od jakiegoś czasu nie mam szczęścia do tuszy do rzęs.
Za każdym razem gdy kupie nowy kosmetyk albo od razu okazuje się on bublem albo fakt, że znowu kupiłam niewłaściwy tusz odkrywam po 3 dniach.
A przecież nie mam wielkich wymagań chcę tylko aby tusz działał tak jak go ojciec producent stworzył - pogrubiał i wydłużał rzęsy.
Nie zaszkodziłoby też gdyby nie rozmazywał się wokół oczu ponieważ nie toleruję efektu pandy :-)

Dzisiejsza recenzja będzie pojedynkiem tuszy których używałam na zmianę przez ostatnie tygodnie.

Big & Beautiful LovelyDoll Mascara ASTOR 

Ten tusz kusił mnie już od dłuższego czasu bo nie dość, że opakowanie tak bije po oczach kolorem w taki sposób, że ciężko przejść obok niego obojętnie to jeszcze tusz może pochwalić się bardzo oryginalną szczoteczką.


Szybko przekonałam się, że szczoteczka która mnie tak ciekawiła jest kompletnie nie trafionym pomysłem.
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam kuleczkę na końcówce silikonowej szczoteczki myślałam, że to będzie bardzo pomocne rozwiązanie przy malowaniu krótkich rzęs, ale niestety zawiodłam się...


Kulka nabiera bardzo dużo ilość tuszu co sprawia, że nie wyobrażam sobie nawet aby pomalować taką ilością tuszu krótkie rzęsy w kąciku oka.
Tusz ładnie pogrubia rzęsy, ale trzeba bardzo uważnie tuszować rzęsy ponieważ chwila nieuwagi i mamy posklejane rzęsy do granic możliwości.
Nie podkręca moich rzęs, może jedynie minimalnie je podnosi ale taki sam efekt uzyskałam innymi tuszami które wcale tego nie obiecywały.
Ma bardzo rzadką konsystencję i nawet po upływie czasu nie zgęstniał, niestety.
Tusz w krótkim czasie zaczyna się obsypywać i rozmazywać więc gdy tuszowałam nim rzęsy co 5 min wręcz obsesyjnie spoglądałam na lusterko czy nie mam efektu pandy wokół oczu.
Nie umiem nim pomalować oka bez ubrudzenia powieki choć nigdy nie miałam z tym problemu
Big & Beautiful LovelyDoll Mascara ma śliczne przyciągające wzrok opakowanie w odcieniu fuksji
z metalicznym połyskiem.

UROCZY KOSZMAREK !

Cena: ok 30 zł


Masterpiece MAX MAX FACTOR

Z tego tusz byłam zdecydowanie bardziej zadowolona a to dlatego, że jest całkowitym przeciwieństwem swojego poprzednika.

 
Tusz posiada silikonową szczoteczkę z idealnie rozstawionymi ząbkami. Mimo, że szczoteczka należy do tych prostych, klasycznych i nieskomplikowanych to i tak bije na głowę fantazyjną szczoteczkę tuszu od Astora.
Idealnie pogrubia i wydłuża rzęsy, szybko zasycha - nie odbija się i nie rozmazuje - utrzymuje się cały dzień.
Nie kruszy się i nie osypuje.
Ma bardzo ładny odcień głębokiej czerni.
Tusz Masterpiece MAX MAX FACTOR ma według mnie idealną konsystencję już od pierwszego użycia można nim czarować cuda, nie potrzebuje "odstania", w przeciwieństwie do swojego poprzednika nie jest zbyt wodnisty.
Ma bardzo ładne klasyczne opakowanie, producent pomyślał również o malutkim dodatku który powinny mieć wszystkie tusze, a mianowicie: ma lekki opór przy odkręcaniu i zakręcaniu, żeby był jak najszczelniejszy przez co nie dopuszczał powietrza.
Pięknie podkreśla każdą rzęsę i w zależności od ilości warstw tworzy efekt średnio lub bardziej podkreślonych oczu.

Wydłuża i pogrubia przecudnie, a do tego nie skleja rzęs i wspaniale je rozczesuje - RZĘSY JAK Z REKLAMY !


Rewelacyjny klasyk !

Cena: ok 42 zł

Ten pojedynek zdecydowanie wygrał tusz Masterpiece MAX MAX FACTOR, a ja po raz kolejny przekonałam się, że Max Factor ma najlepsze tusze na świecie, ever !  :-)
Pięknie wydłuża, wspaniale pogrubia i czaruje rzęsy identycznie jak Lancome Hypnose (który do tej pory uważałam za tusz idealny) i do tego jest trzy razy tańszy.
A o tuszu od Astora chciałabym jak najszybciej zapomnieć...

Wasz ulubiony tusz do rzęs to...???

18 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie pokazałaś efektów, jakie dają tusze na rzęsach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dokładnie o tym samym pomyślałam :]

      Usuń
    2. Już wkrótce pojawi się następny "tuszowy pojedynek" w którym będę porównywać dwa tusze do rzęs Max Factor - w tej recenzji wrócę do tego tuszu i pokaże jak prezentuje się na oczkach.

      Usuń
  2. Miałam MaxFactor i szału w moim przypadku nie było, jednak zakochałam się w tuszu L'Oreal False Lash Wings. Trzeba się na początku nauczyć posługiwać szczoteczką, ale później efekt jest niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
  3. miałam ten tusz Astora (w sumie dalej mam, ale nie używam), faktycznie jest do bani... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja do tuszy max factora zniechęciłam się po niewypale 2000 kalori, który był wg mnie beznadziejny, ale o masterpiece słyszałam już wiele dobrych recenzji, wiec morze się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie miałam żadnego z nich, ale zainteresowałaś mnie tym Max Factorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusz do rzęs Masterpiece MAX mogę "zaszufladkować" do kategorii "jednego z lepszych tuszy których miałam przyjemność używać" :-)

      Usuń
  6. Masterpiece muszę wypróbować, bo tusze Max Factor bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jestem bardzo zadowolona z tego tuszu. Max Factor jeszcze nigdy mnie nie zawiódł...:-)

      Usuń
  7. Czyli warto inwestować :)
    Chociaż ja zdecydowanie stawiam na Miss Sporty pump up booster- cena niska a jest super:) I co ciekawe, mieszkam w akademiku i moja współlokatorka (też Gabryśka) też uwielbia ten tusz:P Dziwne:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto :-)
      O to muszę koniecznie przetestować Miss Sporty pump up booster !

      Usuń
  8. Szczerzę? Nigdy wcześniej u Ciebie nie byłam, nie znałam Twojego bloga, a dzisiaj psikus! Znalazłam i muszę przyznać,że jest rewelacyjny! Dużo ciekawych rzeczy można się u Ciebie dowiedzieć, będę częstszym gościem, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podzielam zdanie co do Astora - koszmarek! Serdecznie zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie miałam żadnego :) ja mam dwa ulubione: Maybelline i Rimmel :))

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger