W poszukiwaniu słoneczka...SUNKISSED

W poszukiwaniu słoneczka...SUNKISSED

Opalona z umiarem skóra wygląda zdrowo i promiennie. Nic więc dziwnego, że wiele z nas dokłada wszelkich starań aby uzyskać efekt skóry muśniętej słońcem.
Sezon plażowy jeszcze długo przed nami więc coraz bardziej przychylnym okiem spoglądam w stronę kosmetyków o właściwościach brązujących.
Fakt, że ich działanie jest dla mnie dość stresującym doświadczeniem wcale nie zmniejsza mojej ciekawości...
Ale wymagam też aby efekt ten nie miał niekorzystnego wpływu dla mojej skóry.
I tu najlepszym i najszybszym rozwiązaniem są produkty brązujące, jednak zawsze miałam wiele wątpliwości w stosunku do ich działania.
Nie toleruje marchewkowego odcienia na skórze, plamy i smugi też nie są u mnie mile widziane, nie znoszę też specyficznego zapachu spalenizny jaki pozostawia na skórze większość samoopalaczy.
Na szczęście producenci kosmetyków coraz częściej wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom, najlepszym tego przykładem jest seria słonecznych kosmetyków marki Sunkissed.
Sunkissed to brytyjska marka, dzięki której opalanie staje się codziennym luksusem.
Pracuje nad tym aby stworzyć wysokiej jakości produkty, które nadają skórze "blasku szczęścia".
Mam trzy produkty marki Sunkissed:
- żel do ciała
- zmywacz do opalenizny
- dwustronną rękawicę do samoopalacza
Żel do ciała to pierwsza sztuczna opalenizna stworzona aby współgrać z odcieniem skóry zapewniając naturalną i pięknie wyglądającą opaleniznę.
Zmywalna formuła w postaci żelu sunie z łatwością po skórze aby pozostawić na niej piękną opaleniznę.
Szybko się wchłania, zawiera aloes i witaminę E, dzięki czemu nawilża i chroni skórę.
A co najlepsze...pięknie pachnie !
Z samoopalaczami nigdy nie było mi po drodze, jak już wspominałam nie podoba mi efekt jak tworzy na skórze większość produktów.
Drugą bardzo istotną kwestią która dodatkowo potęgowała moją niechęć jest ich aplikacją. Dotychczas średnio sobie radziłam z ich nakładaniem, zazwyczaj uzyskiwałam efekt przeciwny od zamierzonego - na mojej skórze pojawiały się nieestetyczne smugi i plamy.
To skutkowało tym, że robiłam wszystko aby jak najszybciej pozbyć się efektu brązującego i zapomnieć o istnieniu 'sztucznego słoneczka'
Niedawno postanowiłam zaryzykować i ponownie dałam szansę kosmetykowi o właściwościach brązujących.
Dzięki żelowi do ciała marki Sunkissed moja skóra zyskała nie tylko piękny odcień, ale i doskonałą pielęgnację. 
Kosmetyk nadaje skórze piękny, oliwkowy odcień. Wow ! Wow ! Wow !
Umożliwia stopniowanie opalenizny dzięki czemu mam kontrolę nad kolorytem mojej skóry, co mi się niesamowicie podoba.
Opalenizna utrzymuje się na skórze do dwóch tygodni, po upływie czasu zaczyna równomiernie schodzić. Nie brudzi ubrań.
Skóra sprawia wrażenie doskonale wypielęgnowanej, jest gładka i miękka w dotyku.
Kolejną jego zaletą jest zapach, balsam nie pozostawia na skórze zapachu charakterystycznego dla typowego samoopalacza, który definiuję jako spaleniznę... :-)
Ma ciekawą, żelową formułę, co jest dla mnie absolutną nowością, nie miałam jeszcze samoopalacza o konsystencji żelu.
Bardzo szybko, wręcz błyskawicznie się wchłania.
Produkt został zamknięty w aluminiowej butli z atomizerem.
Jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość aby precyzyjnie rozprowadzić go na skórze.
Dostępny jest drogeriach Hebe i kosztuje niecałe 25 zł/ 150 ml.
Kolejnym produktem wartym uwagi jest...zmywacz do opalenizny Sunkissed.
Jest to idealna propozycja dla osób, które wprowadziły samoopalacz do rutynowej pielęgnacji.
Został stworzony z mieszanki kwasów AHA, znanych z delikatnych właściwości chemicznego peelingu. Zmywacz sprawia, że skóra staje się miękka i gładka.
Wystarczy nałożyć go na skórę przed opalaniem aby usunąć martwe komórki i zapewnić sobie znacznie bardziej trwałą opaleniznę.
Zmywacz jest użyteczny także po aplikacji, wygładza nadmierne zabarwienia i pomaga oczyścić dłonie po aplikacji samoopalacza.
Kosmetyk ma dość rzadką, kremową konsystencję.
Wystarczy mała kropelka aby rozprowadzić go na skórze i usunąć nadmierne zabarwienie po samoopalaczu lub po prostu usunąć go całkowicie.
Kosmetyk nie podrażnił i nie uczulił mojej skóry.
Cena: 16,99 zł/150 ml
Produkty brązujące nakładam TYLKO z pomocą specjalnej rękawicy przeznaczonej do ich aplikacji.
Żel opalający marki Sunkissed rozprowadzam rękawicą Tanning Mitt, to zapewnia szybką aplikację bez smug. I to za każdym razem !
Rękawica zapobiega trudnym do oczyszczenia zabrudzeniom, w szczególnością na nadgarstkach i dłoniach.
Cena:16,99 zł/szt

Skin Care Expert - piękna cera od zaraz ?

Skin Care Expert - piękna cera od zaraz ?

Bazy w kulkach są obecnie hitem. Mimo, że poznałam już kilka z nich to śmiało mogę stwierdzić, że nie jest to dla mnie produkt niezastąpiony.
Niedawno do mojej kuleczkowej kolekcji trafił kolejn produkt, tym razem jest to serum rozświetlające 'Pearls' z serii Skin Care Expert marki Floslek.
Bazy w kulkach są obecnie hitem. Mimo, że poznałam już kilka z nich to śmiało mogę stwierdzić, że nie jest to dla mnie produkt niezastąpiony. Niedawno do mojej kuleczkowej kolekcji trafił kolejn produkt, tym razem jest to serum rozświetlające 'Pearls' z serii Skin Care Expert marki Floslek.
W gęstym, żelowym serum zostało zatopionych mnóstwo białych, perłowych kuleczek.
Pod względem wizualnym...MISTRZOSTWO, napatrzeć się nie mogę na połyskujące perełki.
Początkowo powstrzymywałam się przed poznaniem kosmetyku, ponieważ obawiałam się, że po kilku użyciach piękny obraz zniknie, kuleczek będzie coraz mniej, a moim oczom ukarze się jedynie przezroczyste, mało efektowne serum.
Gdy w końcu postanowiłam poznać ten kosmetyk, uaktywnił się mój zmysł węchu. Być, może jestem bardzo dziwna, ale ZAWSZE wącham kosmetyk pielęgnacyjny przed jego zastosowaniem :)
I tu czekała mnie niespodzianka, serum nie posiada zapachu, a mnie to wcale nie przeszkadza, to znaczy, że nie zawiera sztucznych substancji zapachowych.
Serum nałożone na skórę zaskakuje lekkością, nie jest wyczuwalne na skórze. Nie klei się, nie przyczynia się do nadmiernego świecenia się skóry w ciągu dnia.
Po jego użyciu skóra prezentuje się zdrowo, promiennie i młodo.
Jest to serum o właściwościach rozświetlających i muszę przyznać, że to rozświetlenie jest tu bardzo, BARDZO intensywne. To najbardziej rozświetlający produkt tego rodzaju jaki używałam.
Dlatego trzeba uważać podczas aplikacji, zbyt duża ilość może sprawić, że zamiast efektu "glamour"pojawi się efekt "disco ball" :)
W gęstym, żelowym serum zostało zatopionych mnóstwo białych, perłowych kuleczek. Pod względem wizualnym...MISTRZOSTWO, napatrzeć się nie mogę na połyskujące perełki. Początkowo powstrzymywałam się przed poznaniem kosmetyku, ponieważ obawiałam się, że po kilku użyciach piękny obraz zniknie, kuleczek będzie coraz mniej, a moim oczom ukarze się jedynie przezroczyste, mało efektowne serum. Gdy w końcu postanowiłam poznać ten kosmetyk, uaktywnił się mój zmysł węchu. Być, może jestem bardzo dziwna, ale ZAWSZE wącham kosmetyk pielęgnacyjny przed jego zastosowaniem :) I tu czekała mnie niespodzianka, serum nie posiada zapachu, a mnie to wcale nie przeszkadza, to znaczy, że nie zawiera sztucznych substancji, które odpowiadają za aromat większości kosmetyków. Serum nałożone na skórę zaskakuje lekkością, nie jest wyczuwalne na skórze. Nie klei się, nie przyczynia się do nadmiernego świecenia się skóry w ciągu dnia.
Nakładam na skórę bardzo małą, malutką kropelkę i rozprowadzam ją na całej powierzchni twarzy, gdy decyduje się na ten krok nie upiększam się innymi kosmetykami z drobinkami, rezygnuje z rozświetlacza.
Kosmetyk nałożony w minimalistyczny sposób pozostawia na twarzy subtelną, srebrzystą poświatę.
Serum można stosować również na powierzchni ciała, z pewnością serum bardzo efektownie będzie prezentować się latem na opalonej skórze.
Aby jej efekt był zauważalny najlepiej zdecydować się na subtelny i dyskretny makijaż. Serum nie ma szans z ciężkimi, mocno kryjącymi podkładami, po ich użyciu zniknie cały efekt.
Świetnie pielęgnuje skórę, sprawia, że staje się nawilżona i wygładzona.
Produkt jest bardzo wydajny, wystarcza na BARDZO długi czas.
Krem BB zrewolucjonizował rynek kosmetyczny. I nic w tym dziwnego ! To niezwykle wielofunkcyjny kosmetyk który łączy właściwości kremu pielęgnacyjnego z właściwościami podkładu. U mnie tymczasowo minął szał, na kremy BB, nie używałam tego kosmetyku co najmniej od roku. Ostatnio zrobiłam jednak wyjątek, postanowiłam poznać multifunkcyjny krem BB z serii Skin Care Expert. Kosmetyk ma kremową i delikatną konsystencję która zapewnia skórze maksymalne poczucie komfortu. Wygładza i ujednolica cerę, bardzo dobrze koryguje  zaczerwienienia i drobne niedoskonałości. Mimo to dla cery problematycznej jego właściwości kryjące mogą okazać się zbyt słabe. Nie przyczynia się do powstawania zaskórników.  Bardzo fajnie nawilża skórę, pozostawiając ją gładką i miłą w dotyku. Delikatnie natłuszcza, uelastycznia oraz zapobiega utracie wilgoci. Kupując kosmetyk którego zadaniem jest wyrównanie kolorytu cery oczekuję, że jego odcień idealnie wtopi się w skórę. Chcę też aby wybrany odcień nie ciemniał na twarzy. Tego nie lubię najbardziej ! Niestety multifunkcyjny krem nie sprostał moim wymaganiom, według producenta ' 'idealnie dopasowuje się do odcienia cery' niestety w moim przypadku jest zupełnie na odwrót.
Krem BB zrewolucjonizował rynek kosmetyczny. I nic w tym dziwnego ! To niezwykle wielofunkcyjny kosmetyk który łączy właściwości kremu pielęgnacyjnego z właściwościami podkładu.
U mnie tymczasowo minął szał na kremy BB, nie używałam tego kosmetyku co najmniej od roku.
Ostatnio zrobiłam jednak wyjątek, postanowiłam poznać multifunkcyjny krem BB z serii Skin Care Expert.
Kosmetyk ma kremową i delikatną konsystencję która zapewnia skórze poczucie komfortu.
Wygładza i ujednolica cerę, bardzo dobrze koryguje  zaczerwienienia i drobne niedoskonałości.
Mimo to dla cery problematycznej jego właściwości kryjące mogą okazać się zbyt słabe.
Nie przyczynia się do powstawania zaskórników. 
Bardzo fajnie nawilża skórę, pozostawiając ją gładką i miłą w dotyku.
Wygładza, uelastycznia oraz zapobiega utracie wilgoci.
O kosmetyku tego typu oczekuje doskonałego ujednolicenia cery, nie wyobrażam sobie żeby ciemniał na twarzy. Tego nie lubię najbardziej !
Niestety multifunkcyjny krem nie sprostał moim wymaganiom, według producenta '
'idealnie dopasowuje się do odcienia cery' niestety w moim przypadku jest zupełnie na odwrót. 
Produkt chwilę po nałożeniu ciemnieje na twarzy i zauważalnie odcina się od skóry szyi. Powstaje nienaturalny efekt maski !
Muszę jednak przyznać, że jest zaskakująco trwały. Krem przetrwa na twarzy w niezmienionej formie przez 6 godzin, co jak na tego typu kosmetyk jest bardzo dobrym wynikiem (kremy BB znikają znacznie szybciej niż podkłady)
Po upływie czasu twarz zaczyna się świecić w strefie T i wymaga powtórnej aplikacji.
Kosmetyk jest bardzo wydajny.
Produkt został zamknięty w poręcznej, miękkiej tubce o pojemności 50 ml.
Żel micelarny do demakijażu 'Kwiat Migdałowca'

Żel micelarny do demakijażu 'Kwiat Migdałowca'

Płyn do demakijażu zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej codziennej pielęgnacji twarzy. 
Doskonale oczyszcza twarz z wszelkich zabrudzeń i pozostałości po makijażu oraz  przygotowuje skórę do kolejnego etapu pielęgnacji. 
Ostatnio zwróciłam uwagę na bardzo ciekawy kosmetyk do demakijażu w formie żelu.
Marka Farmona umieściła na produkcie bardzo obiecujący opis, dzięki któremu uwierzyłam, że jest szansa aby moja skóra polubiła taki wynalazek jak żel micelarny. 
Dziś zapraszam Was na recenzję produktu do demakijażu marki Farmona z serii Herbal Care 'Kwiat Migdałowca'
Płyn do demakijażu zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej codziennej pielęgnacji twarzy.  Doskonale oczyszcza twarz z wszelkich zabrudzeń i pozostałości po makijażu oraz  przygotowuje skórę do kolejnego etapu pielęgnacji.  Ostatnio zwróciłam uwagę na bardzo ciekawy kosmetyk do demakijażu w formie żelu. Marka Farmona umieściła na produkcie bardzo obiecujący opis, dzięki któremu uwierzyłam, że jest szansa aby moja skóra polubiła taki wynalazek jak żel micelarny. Dziś zapraszam Was na recenzję produktu do demakijażu marki Farmona z serii Herbal Care 'Kwiat Migdałowca' Skąd te obawy ! Moja cera nie lubi produktów pielęgnacyjnych w formie żelu. Ich właściwości pielęgnacyjne zazwyczaj są obecne tylko przez chwilę, po upływie czasu na mojej twarzy pojawiają się niepożądane efekty w postaci ściągniętej i szorstkiej skóry. Bardzo lubię płyny micelarne za ich funkcjonalność - głównym zadaniem miceli jest oczyszczanie, ale niektóre produkty posiadają również szereg innych właściwości wynikających ze składu kosmetyku. Czy produkt do demakijażu w formie żelu jest w stanie dorównać właściwościom oczyszczającym i pielęgnacyjnym do jakich przywykłam stosując płyny micelarne ? Okazuje się, że tak...!
Moja cera nie lubi produktów pielęgnacyjnych w formie żelu.
Ich właściwości pielęgnacyjne zazwyczaj są obecne tylko przez chwilę, po upływie czasu na mojej twarzy pojawiają się niepożądane efekty w postaci ściągniętej i szorstkiej skóry.
Bardzo lubię płyny micelarne za ich funkcjonalność - głównym zadaniem miceli jest oczyszczanie, ale niektóre produkty posiadają również szereg innych właściwości wynikających ze składu kosmetyku.
Czy produkt do demakijażu w formie żelu jest w stanie dorównać właściwościom oczyszczającym i pielęgnacyjnym do jakich przywykłam stosując płyny micelarne ? Okazuje się, że tak...!
Produkt do demakijażu Farmony ma dość niespotykaną, a wręcz innowacyjną formułę, która bardzo pozytywnie wpływa na wydajność kosmetyku.
Micele na ogół cieszą się doskonałą wydajnością i wystarczy dosłownie kropelka aby zmyć resztki makijażu.
W przypadku tego kosmetyku wystarczy jeszcze mniejsza ilość, dosłownie odrobina umożliwia doskonałe odświeżenie cery.
Bardzo dobrze zmywa makijaż, ku mojemu zaskoczeniu radzi sobie z usunięciem pozostałości po kosmetykach wodoodpornych. I to bez konieczności mocnego pocierania, mam wrażenie, że wręcz rozpuszcza kosmetyki kolorowe które niczym magnez "przyczepiają się" do wacika.
Niweluje zmęczenie i dyskomfort, jaki z pewnością odczuwa  każda skóra, na której zbyt długo zalegają warstwy makijażu.
Jest bardzo łagodny dla oczu - nie powoduje zaczerwienienia, pieczenia, łzawienia i innych nieprzyjemności.
Został wzbogacony o ekstrakt z kwiatów migdałowca, który pielęgnuje i wygładza skórę.
Zawarty w nim kwas hialuronowy długotrwale nawilża i niweluje dyskomfort ściągniętej skóry
Alantoina działa kojąco, redukuje zaczerwienienia i przyspiesza proces regeneracji naskórka
A inutec nawilża i łagodzi podrażnienia.
Ma bardzo przyjemny kwiatowy zapach, który umila aplikację.
Z racji, że jest to produkt w formie żelu spodziewałam się ciężkiej, nieco kleistej formuły, a kosmetyk jest zaprzeczeniem moich ówczesnych wyobrażeń. 
Jest gęsty (jak każdy żel) jednak mimo to zachwyca niebywałą lekkością i delikatnością dzięki czemu zapewnia komfort stosowania.
Nie podrażnił i nie uczulił mojej skóry.
Płyn micelarny został zamknięty w poręcznej plastikowej butelce o pojemności 200 ml.
MAC 'Please Me' - doskonała matowa pomadka ?

MAC 'Please Me' - doskonała matowa pomadka ?

Zawsze chciałam poznać szminkę marki MAC. Przeczytałam mnóstwo opinii na jej temat, a każda z nich utwierdzała mnie w przekonaniu, że warto wydać prawie 90 zł na kosmetyk który upiększa usta.
W tym celu zaczęłam spędzać sporo czasu w sklepie online MAC'a i szukałam idealnego odcienia dla siebie.
Nie było to łatwe zadanie, z przerażeniem doszłam do wniosku, że 80 % dostępnych odcieni chętnie widziałabym na swoich ustach...:)
Siedziałam, myślałam, porównywałam i w końcu podjęłam decyzję, że moja pierwsza pomadka marki MAC będzie w odcieniu zgaszonego różu. Przedstawiam Wam 'Please me'
Pomadki o matowym wykończeniu dawno temu podbiły moje serce. 
Ich cechą charakterystyczną jest mocna pigmentacja i zdumiewająca trwałość. 
Jednak te które dotychczas poznałam miały ogromną wadę, a mianowicie strasznie wysuszały usta i uwidaczniały suche skórki.
Miałam nadzieję, że w końcu trafię na produkt, który będzie matowy i nawilżający. 
Tak wiem, dużo wymagam, ale sądzę, że każda miłośniczka matowych pomadek o tym marzy :)
Po wielu porażkach zdecydowałam się na zakup matowej pomadki marki MAC w odcieniu Please Me. 
I co ? I co ? I co ?
To moje najlepiej zainwestowane 86 zł ostatnich tygodni na kosmetyk kolorowy ! :)
Pomadka ma kremową formułę dzięki czemu zapewnia szybką i wygodną aplikację.
Wystarczy jednokrotne użycie aby precyzyjnie rozprowadzić kosmetyk na ustach.
Jest niesamowicie napigmentowana, wystarczy jedno pociągnięcie, aby cieszyć się przez wiele godzin pięknym kolorem. 
Pozostawia na ustach aksamitne matowe wykończenie. 
Niestety tak, jak WSZYSTKIE matowe pomadki, wymaga pięknych i gładkich ust. 
Nie wygląda dobrze na suchych i spierzchniętych ustach. Uwidoczni to co chcemy ukryć.
Jednak robi to zdecydowanie w bardziej subtelny sposób, nie wysusza ust.


Mimo wszystko nie traktuje tego faktu jako wady produktu, uważam, że gdy usta nie są w najlepszej formie nie ma co ich torturować szminkami, wystarczy przez kilka dni ograniczyć się do stosowania balsamu lub pomadki o działaniu nawilżającym oraz peelingu aby  odzyskały naturalne piękno.
I tej zasady się trzymam !
Na zdrowych wargach pomadka prezentuje się DOSKONALE !
Co ją różni od innych produktów o matowym wykończeniu ?
Lekkość. Jest nie wyczuwalna na ustach, co mi się bardzo podoba.
Jej dużym atutem jest także trwałość, kolor jest obecny na ustach, długo, bardzo długo. 
Nie straszne mu jedzenie i picie, utrzymuje się przez wiele godzin. 
Posiadam odcień Please Me, to delikatny i dziewczęcy przygaszony róż, który idealnie sprawdzi się w dziennym makijażu. Uważam, że taki odcień jest dość uniwersalny, pasuje do każdego typu urody.
W prostocie tkwi siła ! Pomadka została zamnięta w minimalistycznym opakowaniu bez udziwnień i ozdobników. Koloryzujący wkład wysuwa się poprzez przekręcenie podstawy opakowania.
Posiada solidne zamknięcie, które zabezpiecza kosmetyk przed otwarciem.

MAC Salect Moisturecover - krycie i nawilżenie

MAC Salect Moisturecover - krycie i nawilżenie

Kupiony przypadkiem okazał się wielkim hitem. 
Dziś chciałabym Wam przedstawić korektor, który jest moim wielkim odkryciem.
Cudownie kamufluje cienie  i świetnie nawilża cieniutką oraz wymagającą skórę w okolicach oczu.
A mowa o Salect Moisturecover marki MAC.
Przedstawiam Wam  Salect Moisturecover marki MAC. Przyzwyczajona do serii korektorowych porażek kupiłam go bez większego entuzjazmu, nie oczekiwałam po nim wielkich efektów, a on bardzo pozytywnie mnie zaskoczył... Szybko wtapia się w skórę i jej nie wysusza.  Wykazuje świetne właściwości kryjące !  Cienie od oczami są moją wielką zmorą, zrobiłam już wiele aby chociaż trochę zniwelować ich widoczność (na czele z ogórkiem) ale efekt był zazwyczaj krótkotrwały, albo nie było go wcale. Korektor MACa okazał się DOSKONAŁYM pogromcą cieni ! Radzi sobie także z niewielkimi przebarwieniami
Mam zawsze duży problem z wyborem korektora pod oczy. Nie przepadam za świecidełkami w ich okolicach, dlatego unikam produktów rozświetlających. Dodatkowo często mają kiepski poziom krycia.
Z kolei produkty pozbawione tego efektu czasami gorzej kryją defekty skórne i dodatkowo wysuszają cienką i delikatną skórę wokół oczu. Ciężko mi trafić na ideał...
Ostatnio zaczęłam eksperymentować z nieco droższymi markami, mimo, że płaciłam za nie dwu, trzykrotnie wyższą cenę to często ich efektywność nie odbiegała zbyt bardzo od produktów dużo tańszych, drogeryjnych.

Kilka tygodni temu zdecydowałam się na zakup korektora marki MAC, wybrałam nawilżający Salect Moisturecover.
Przyzwyczajona do serii korektorowych porażek kupiłam go bez większego entuzjazmu, nie oczekiwałam po nim wielkich efektów, a on bardzo pozytywnie mnie zaskoczył...
Szybko wtapia się w skórę i jej nie wysusza. 
Wykazuje świetne właściwości kryjące ! 
Cienie od oczami są moją wielką zmorą, zrobiłam już wiele aby chociaż trochę zniwelować ich widoczność (etap ogórka też przechodziłam) ale efekt był zazwyczaj krótkotrwały, albo nie było go wcale.
Korektor MACa okazał się DOSKONAŁYM pogromcą cieni ! Radzi sobie także z niewielkimi przebarwieniami 
Redukuje oznaki zmęczenia, mimo, że nie wykazuje właściwości rozświetlających to sprawia, że okolice oczu wyglądają promiennie i młodzieńczo. 
Doskonale się rozprowadza i szybko wchłania.
Nie roluje się i nie ciemnieje na twarzy.
Jego ogromną zaletą jest TRWAŁOŚĆ, utrzymuje zamierzony efekt przez wiele, wiele godzin.
Ma świetną, dość gęstą i nieco kremową formułę. Bardzo ładnie się rozprowadza na powierzchni twarzy i nie ma znaczenia czy robię to z pomocą palców, pędzla czy beautyblendera. Efekt za każdym razem jest...oszałamiający.
NARESZCIE trafiłam na produkt, który spełnia moje wyobrażenia o korektorze IDEALNYM.
Mimo, że napisałam już sporo ochów i achów na jego temat, to jeszcze nie koniec zachwytów.
Produkt wykazuje właściwości nawilżające, jejku jak on świetnie nawilża, w tym przypadku nie ma mowy o miejscowych przesuszeniach, co mnie jest bardzo częstym zjawiskiem...
Nie wchodzi w załamania skóry.
Jest lekki, ani trochę nie wyczuwalny na twarzy.
Korektor został zamknięty w malutkim, poręcznym opakowaniu z twardego plastiku o pojemności 5 ml.
Z racji, że ma przezroczyste opakowanie umożliwia kontrolę nad ilością.
Posiada wygodny, gąbeczkowy aplikator, który nie sprawia problemów podczas aplikacji.
To jeden z nielicznych korektorów, którego odcień idealnie 'współpracuje' z karnacją mojej cery dzięki czemu staje się praktycznie niezauważalny. Posiadam odcień NC15.
Jego dużą zaletą jest również wydajność - wystarczy mała kropelka, aby doskonale ukryć cienie pod oczami.
Jest bezzapachowy i odpowiedni do każdego typu skóry.
Korektor Salect Moisturecover kosztuje 83 zł.
Lubimy się ! :-)
Copyright © 2016 Różowy świat Marthe , Blogger